
Halil zbliża się do rybackiej chaty, a jego kroki stają się coraz wolniejsze, jakby coś w powietrzu ostrzegało go przed tym, co zaraz zobaczy. Drewniane ściany budynku, niegdyś znajome, teraz wydają się obce, jakby skrywały tajemnicę, której nie sposób dotknąć bez bólu. Przed drzwiami dostrzega coś drobnego — czerwoną wstążkę, leżącą samotnie na ziemi, jak porzucone wspomnienie.
Zatrzymuje się. Serce zaczyna bić szybciej. Wstążka… Zeynep nigdy nie zostawiłaby jej tak po prostu.
Zamiast wejść przez drzwi, Halil podchodzi do okna. Przez szybę dostrzega wnętrze — i blednie. Zeynep siedzi na krześle, związana i zakneblowana. Jej ciało napięte jest w bezruchu, a oczy pełne są łez. Naprzeciwko niej znajduje się strzelba, wymierzona w jej pierś i przytwierdzona do oparcia drugiego krzesła. Od spustu biegnie cienki sznurek, rozciągnięty aż do klamki drzwi. Mechanizm prosty, ale śmiertelny. Jeden ruch, jedno wejście — i wszystko się skończy.
Halil nie traci zimnej krwi. Wślizguje się przez okno, jak cień, jak echo dawnego siebie. Każdy jego ruch jest ostrożny, precyzyjny. Zbliża się do pułapki, bada ją wzrokiem, a potem z chirurgiczną dokładnością demontuje mechanizm. Gdy broń traci napięcie, Halil rzuca się do Zeynep, rozwiązuje sznury, zrywa taśmę z jej ust, jakby chciał przywrócić jej głos, życie, godność.
— Tak bardzo się bałam… — szepcze Zeynep, łkając. Jej ciało drży, ale w jego ramionach znajduje schronienie. — Jak się dowiedziałeś?
— Wstążka — mówi cicho Halil, gładząc jej włosy. — Leżała przed drzwiami. Wiedziałem, że coś jest nie tak. Nigdy nie zostawiłabyś jej w ten sposób. Potem zajrzałem przez okno… i zobaczyłem to wszystko.
Zeynep unosi wzrok, a w jej oczach pojawia się coś więcej niż ulga — błysk nadziei, radości, wzruszenia.
— Więc… pamiętasz wstążkę? Pamiętasz nas?
Halil milczy przez chwilę, a potem przytula ją mocniej.
— Porozmawiamy o tym później. Teraz powiedz mi prawdę. Wszystko w porządku?
— Nic mi nie jest, nie martw się. Teraz, gdy znowu cię widzę…
Tym razem to ona obejmuje jego szyję, wtula się w niego, jakby chciała zatrzymać czas.
— Kim są ci łajdacy, którzy stworzyli tę chorą pułapkę? — pyta Halil, a jego głos staje się twardszy. — Kto to zrobił?
— Dwaj mężczyźni, którzy wcześniej przyszli do chaty i szukali pana Yunusa.
Halil sięga po telefon i wybiera numer swojej prawej ręki.
— Cześć, Hakan – mówi.
— Ty… pamiętasz mnie?
— Tak, odzyskałem pamięć. Pamiętam wszystko. Potrzebuję twojej pomocy. W pobliżu chaty rybackiej kręciło się dwóch zbirów. Żandarmeria ich szuka, ale ty też musisz się zaangażować.
— Zrobię wszystko, co w mojej mocy. Kim oni są? Masz ich nazwiska?
— Skontaktuj się z żandarmerią. Mają wszystkie informacje. Daj mi znać, gdy tylko coś ustalisz.
Rozłącza się. Odwraca się do Zeynep, obejmuje jej twarz dłońmi i patrzy głęboko w oczy.
— Zeynep… czy tym razem porozmawiamy o wszystkim? Zanim wrócimy na farmę, pozbądźmy się wszystkiego, co nas obciąża. Jeśli chcesz, zrób scenę. Krzycz. Wysłucham cię. Może to, co powiesz, mnie zrani. Ale nie będę się bronił. Zaakceptuję wszystko.
Zeynep milczy, a potem kładzie dłoń na jego sercu.
— W takim razie… zacznijmy od początku.
Eren siedział w salonie, gdy zadzwonił telefon. Na ekranie wyświetliło się nazwisko prawnika jego zmarłej ciotki. Odebrał bez namysłu, choć w środku coś ścisnęło mu gardło. Głos po drugiej stronie był spokojny, rzeczowy — zbyt spokojny, jak na wagę wiadomości, którą niósł.
— Aby otrzymać spadek, panie Erenie, musi pan spełnić jeszcze jeden warunek — powiedział prawnik. — Pańska ciotka w testamencie zastrzegła, że dziedziczy pan tylko wtedy, gdy poślubi pan Sukran — dziewczynę, która się nią opiekowała przez ostatnie lata.
Słowa uderzyły w niego jak zimna fala. Krew odpłynęła mu z twarzy, a dłoń z telefonem opadła bezwładnie. Czuł, że wszyscy w pokoju na niego patrzą — matka, żona i teściowa.
— Synu, co się stało? — zapytała zaniepokojona Kiymet, pochylając się ku niemu.
Eren przełknął ślinę, czując suchość w gardle.
— Żeby otrzymać spadek… — zaczął powoli, głosem, który ledwie się utrzymywał. — Muszę poślubić dziewczynę, którą moja ciotka traktowała jak własną córkę. To ona się nią opiekowała przez ostatnie lata. Inaczej… nie odziedziczę ani grosza z tych dwustu milionów.
Selma aż cofnęła się o krok, jakby ktoś ją spoliczkował.
— Chyba nie zamierzasz… — urwała, szukając w jego oczach zaprzeczenia. — Chyba się nie zgodzisz, prawda?
— Och, moje serce… — jęknęła Kiymet, chwytając się za pierś. — Wydaliśmy fortunę przez ostatnie dni! Jak my teraz spłacimy długi?
Selma usiadła ciężko na kanapie, jakby nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Tulay spojrzała na Erena z furią, której nie próbowała już ukrywać.
— Obiecałeś zapewnić mojej córce życie, na jakie zasługuje, a teraz chcesz się z nią rozwieść?! — krzyknęła. Jej głos był ostry, jak odłamek szkła.
— Selmo… — Eren zrobił krok w jej stronę, ale zabrzmiało to bardziej jak usprawiedliwienie niż zapewnienie. — Nie obchodzi mnie ten spadek. Naprawdę. Liczysz się tylko ty.
— Mamy ogromne długi, Erenie! — odparła zrozpaczona. — Jak je spłacimy, jeśli odmówisz?
— To nie ty jesteś winna, tylko twoja rozrzutna teściowa! — warknęła Tulay, wskazując oskarżycielsko palcem w kierunku Kiymet. — To przez nią toniecie w długach!
Krzyk odbił się od ścian salonu. Wszyscy mówili naraz — ich słowa mieszały się w hałas, który w końcu rozpłynął się w ciszy.
I wtedy… wszystko zniknęło.
Eren mrugnął. Siedział w tym samym miejscu, z telefonem w dłoni. Nikt nic nie powiedział, nikt jeszcze nic nie wiedział. Scena, którą przed chwilą przeżył, była tylko wytworem jego wyobraźni — przymiarką do prawdy, której bał się wypowiedzieć na głos.
Westchnął cicho i schował telefon do kieszeni.
Nie, jeszcze nie teraz — pomyślał, postanawiając zachować prawdę dla siebie.
Ogień skwierczał cicho, wysyłając ku niebu resztki iskier, które za chwilę ginęły w mroku. Nad brzegiem morza płomienie składały się w małe, żywe wyspy światła; ich ciepło otulało Halila i Zeynep, podczas gdy za ich plecami fala rozbijała się o kamienie, mrucząc monotonną kołysankę. Siedzieli blisko siebie, a szarość nocy rozjaśniała się blaskiem ognia — i to złoto wydobywało z ich twarzy wszystko, co najprawdziwsze.
— Jak to się stało, że odzyskałeś pamięć? — zapytała cicho Zeynep. Jej głos był kruchy jak pergamin i jednocześnie pełen oczekiwania. Halil sięgnął do kieszeni kurtki i wyciągnął flakonik perfum; światło odbiło się w jego szkle jak w maleńkim oknie.
— To dziwne — odparł, uśmiechając się lekko, ale w oczach miał cień zrozumienia. — Twoje marzenie o własnej marce perfum nie spełniło się tak, jak planowałaś. Może jednak miało inny cel — żebyś dziś przypomniała mi o nas.
Zeynep spojrzała na buteleczkę, a zaraz potem na mężczyznę obok siebie; w jej oczach pojawiła się nuta wzruszenia. Halil wyciągnął kolejną rzecz — czerwoną wstążkę z wyszytą literą „Z”, którą przez długi czas błędnie odczytywał jako „N”. Wstążka drżała w jego dłoni jak list z przeszłości.
— Ta wstążka — powiedział Halil, trzymając ją w palcach jak relikwię — to wszystko, co zostało po tym, przez co przeszliśmy. Reszta jest w naszych sercach.
Zebrał oddech, spojrzał na jej twarz, jakby szukał zgody, by mówić dalej.
— Chcesz wiedzieć, co czułem, kiedy świadomie próbowałem wyrzucić cię z pamięci? Przez lata moje myśli były jednym, zimnym planem: wrócić do Yeşilpınar i wymierzyć sprawiedliwość — nie komu innemu, tylko wam. Tobie. Twojej rodzinie. Chciałem, żebyście zapłacili za to, co spotkało moją rodzinę.
Jego głos stawał się chrapliwy, każde słowo kosztowało go wysiłek.
— Nigdy nie zapomnę tamtego dnia, kiedy oskarżono mojego ojca o kradzież. Pamiętam, jak wyrzucili moją matkę z domu, kiedy wyszła bronić go przed obelgami. Tata zmarł w więzieniu, a mama nie wytrzymała ciosu — została przykutą do łóżka, aż śmierć zabrała jej resztki sił. To były dni rozpaczy. Widziałem jej cierpienie i moja nienawiść rosła jak trucizna, kropla po kropli.
— Byłem coraz bardziej zły, ponieważ myślałem, że ty i twoja mama jesteście winne — wyznał, łamiącym się głosem. — I w tej ślepocie wróciłem do Yeşilpınar nie po to, by kochać, lecz by wymierzyć karę. Sprawiłem, że wiele przeszłaś. Raniłem cię tak, że do dziś boli mnie świadomość tego, co zrobiłem. Próbowałem wymierzyć sprawiedliwość własnymi rękoma, a tak naprawdę powiększałem tylko pustkę w sobie.
Przez chwilę milczał, jakby szukał właściwego słowa.
— Okazało się jednak, że ty nie byłaś moją zemstą. Byłaś wyzwaniem, które mnie zmieniło. Nigdy nie myślałem, że się w tobie zakocham, że utopię się w twoim spojrzeniu. Kiedy cię poznałem i pozwoliłem sobie na to uczucie, zrozumiałem, że nie mogłabyś zrobić tego, czego się bałem. Winna była inna kobieta — dziewczyna o imieniu Zeynep, która pracowała wtedy na farmie. To ona i jej matka zostały w mojej pamięci przypisane do tamtej zbrodni — i to one, nie ty, wyrzuciły moją mamę za bramę.
— W naszym domu nikt poza Canan i Asu nie pracował — odparła Zeynep, spokojnie, choć głos miała napięty. — Jestem tego pewna.
Cisza, która nastała, była gęsta i miękka jednocześnie — jak teren po burzy, na którym powoli pojawiają się pierwsze promyki słońca. Halil chwycił jej dłoń i spojrzał prosto w oczy. W tych oczach ujrzał wszystko: ból, wybaczenie, nadzieję.
— Przepraszam, Zeynep — powiedział łamiącym się głosem. — Za wszystko: za każde słowo, które cię zraniło, za każdą noc, w której pozwoliłem, żeby nienawiść mną rządziła. To ja wniosłem zemstę do naszego życia. Powinienem był krzyczeć prawdę od razu, powiedzieć wszystko prosto w twarz. Zrobiłem inaczej i za to proszę o wybaczenie.
Jej palec przesunął się po jego policzku, ocierając wilgoć, która zebrała się w kąciku oka.
— Ja też przepraszam — wyszeptała. — Przepraszam, że uwięziłam cię w moim gniewie, nie wysłuchawszy. Dobrze rozumiem, co czujesz i z czym się zmagasz. Czy możesz mi wybaczyć?
Halil zanurzył twarz w jej włosach, a jego głos był teraz już pewny, choć pełen czułości:
— Jeżeli ktoś potrzebuje przebaczenia, to ja. To ja przyniosłem do naszego domu nienawiść. Powinienem był powiedzieć ci wszystko na samym początku, wykrzyczeć to prosto w twarz. Ja to wszystko spowodowałem. Ale teraz krzyczę. Twoja miłość płonęła w moim sercu, kiedy stanęliśmy przed urzędnikiem. Nie było już we mnie zemsty. Powiedziałem „tak”, bo naprawdę cię kocham.
Płomień ogniska rzucił na ich sylwetki tańczące cienie. Halil przyciągnął Zeynep bliżej, a ona oparła głowę na jego ramieniu, jakby szukała stałego punktu, który przetrwa każdą burzę. Fale szumiały cicho, a nad morzem rozciągała się noc — teraz mniej groźna, bo rozświetlona ich wspólnym wybaczeniem.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Rüzgarlı Tepe. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Rüzgarlı Tepe 199. Bölüm i Rüzgarlı Tepe 200. Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.